...czasami kiedy budzę się rano i nie wiem czy to nie kolejny sen -wstaję z łóżka, wychodzę z domu i nigdy nie wracam...
sobota, 21 maja 2011
Poranki.
sobota, 7 maja 2011
Swiat Cieni AOS
rysunek: Austin Osman Sparetekst: Dariusz Misiuna
"Londyn pokrywa mgła. Na Snowhill jest szaro i brudno. W jednej z kamiennic tej plebejskiej dzielnicy skrzypią schody. Słychać szelest karaluchów i piski mysz. Między nimi przedziera się na strych młody syn policjanta. W trwodze i podnieceniu puka do drzwi, a stukot obija się od spleśniałych desek po całym strychu. Po chwili oczekiwania otwiera mu starsza kobieta o szlachetnym wyrazie twarzy, który kontrastuje z przekrwionymi oczami. Jest bardzo stara i bardzo ponętna. Młodzieniec bez cienia wątpliwości przekracza próg i wchodzi w świat tajemnic poddasza. Wchodzi w panią Paterson i dowiaduje się od niej tajemnic czarownic. Te błogie chwile spędzone na poddaszu u pani Paterson, gdzie przerażenie miesza się z rozkoszą, zaowocują u niego wyjątkowym geniuszem sztuki, którą poświęci magii..."
http://okultura.pl/texts/swiat.cieni.html
środa, 4 maja 2011
sobota, 30 kwietnia 2011
sobota, 16 kwietnia 2011
środa, 13 kwietnia 2011
oobe dzwiéki

OOBE dzwieki wyczajone na blogu Nobla( http://noble.oobe.pl/ )
http://noble.oobe.pl/wp-content/uploads/2011/03/AstralProjection.mp3
sobota, 1 stycznia 2011
"Am I dreaming?"
Jak mówi stare powiedzenie: lecz sié tym czym sié strules. Ktos wsiada w ten sam pociág?
niedziela, 4 kwietnia 2010
sobota, 13 lutego 2010
"Wprowadzenie do Ścieżki Sufickiej"

by Peter Lamborn Wilson
Ze wszystkich nitek myśli, tradycji i wierzeń, które tworzą muzułmański wszechświat, Sufizm w swoim aspekcie doktrynalnym jawi się jako najbardziej nietknięta, najczystsza, muzułmańska: centralna osnowa. Wrogowie Sufizmu często oskarżają go o to, że narodził się poza Islamem, ale bliskie przestudiowanie różnych szkół filozofii i teologii, a następnie porównanie ich z ‘pierwotnym’ Islamem, tak jak został on objawiony poprzez Koran i hadith (autentyczne nauki Proroka Mahometa), podtrzyma centralne żądanie Sufich, aby przylegać do prawdziwej czystości Objawienia.
W kontekście historii myśli, Sufizm faktycznie – zawsze nalegający na powrót do źródeł Tradycji – może być postrzegany jako funkcjonująca o wiele zdrowiej i pozytywniej reakcja na zbyt racjonalną aktywność filozofów i teologów. Dla Sufich, droga do duchowej wiedzy – do Pewności – nigdy nie może zostać ograniczona do procesu racjonalnej czy też czysto intelektualnej aktywności, bez wiedzy mądrościowej (zaw., smak) i bezpośredniego, natychmiastowego doświadczenia Serca. Prawda, jak wierzą, może być szukana i pozostać odnaleziona jedynie za pomocą całej ludzkiej istoty; nigdy nie satysfakcjonuje ich jedynie zwykłe poznanie tej Prawdy. Nalegają oni na totalną identyfikację z nią: ‘odejście’ znającego w Poznane, podmiotu w Przedmiot wiedzy. Zatem, kiedy Sufi Hallaj z IV/X w., proklamował ‘Jam jest Prawdą’ (i został za to zamęczony przez egzoteryczne autorytety), nie łamał ‘Pierwszego Filaru’ Islamu, wiary w Jedność (tawhid), ale po prostu stwierdzał prawdę z ust Prawdy. Tak wierzą Sufi.
To naleganie na totalne zaangażowanie w ‘mistyczne’ objawienie i uczestniczące zrozumienie doktryny religijnej, wymownie odróżnia Sufizm od innych muzułmańskich szkół myślenia. Faktycznie, uważając się za prawdziwe sedno Islamu, Sufi jawią się jako wyrzutkowie nie tylko dla filozofów i teologów, ale nawet dla ‘zwykłych’ muzułmanów. Ich wyróżnianie się, odmienność, manifestowane są w każdym aspekcie życia: w ich codziennych zajęciach, poprzez poświęcenie, związki społeczne, a nawet styl czy środki ekspresji. Jak mistycy wszystkich Tradycji, mają tendencję do przekształcania języka i formy dla swoich własnych celów i tak, jak we wszystkich tradycyjnych cywilizacjach, potencja i bezpośredniość ich ekspresji mają tendencję do rozpływania się i rozprzestrzeniania na inne obszary, nie związane bezpośrednio z mistycyzmem w wąskim sensie, sztukę i rękodzieło etc.
Zostawiając Ten Świat Za Sobą
Budda ufundował swoją Ścieżkę na fakcie ludzkiego cierpienia. Islam objawia podstawową sytuację, w której jesteśmy nieco inaczej interpretowani: człowiek w swoim zwykłym stanie świadomości dosłownie śpi (‘a kiedy umiera, budzi się’, jak mówi Mahomet). Żyje we śnie, czy to zadowolenia, czy to cierpienia – fenomenalnej, iluzorycznej egzystencji. Jedynie jego niższa jaźń jest przebudzona, jego ‘zmysłowa dusza’. Czy to czuje, czy nie, prowadzi mizerny żywot. Ale potencjalnie, sytuacja może się zmienić, ponieważ esencją człowieka nie jest jego niższa jaźń. (Książe Balkh, Ibrahim Adam, zagubieni na pustyni podczas polowania na magicznego jelenia, który obraca się do nich w końcu i mówi, ‘Czy urodziliście się po to?’) Prawdziwa egzystencja człowieka jest Boska; posiada wyższą Jaźń, która jest prawdziwa; może osiągnąć błogość, nawet przed śmiercią. (‘Umrzyj zanim umrzesz’, powiedział Prorok). Nadchodzi wezwanie: do lotu, migracji, podróży poza ograniczenia świata i siebie.
Przebudzenie
Uwięziony w klatce świata (świata w swoim negatywnym, ‘światowym’ znaczeniu, a nie w pozytywnym sensie świata-jako-ikony czy też Boskiej Manifestacji), człowiek przebywa na wygnaniu i w zapomnieniu o swoim prawdziwym domostwie. Aby zatrzymać swoją część Przymierza, aby pokładać ufność w jego obietnicę, musi on wyruszyć na Ścieżkę od snu do przebudzenia. Było zaledwie kilku, dla których ta Ścieżka trwała nie dłużej niż jeden krok, mimo że w teorii wszystko, czego potrzeba, to ‘obrócić się’ lub ‘przeobrazić’ i stać się tym, czym się jest. Dla większości poszukujących, Ścieżka jest długa; jeden Sufi mówi o ‘tysiącu i jednym’ różnych stopni.
‘Wszystko ginie oprócz Jego Twarzy’; pierwszym krokiem na Ścieżce jest rozpoczęcie kontemplacji daremności świata prochu, świata w którym niższa jaźń jest zagubiona. Poszukujący musi zrezygnować z tego wszystkiego włączając w to własną jaźń i poszukiwać tego, co jest Wieczne. Musi podróżować od rzeczy do Nicości, od istnienia do Nieistnienia.
W jaki sposób jednostka gubi się naumyślnie? Nasz teraźniejszy stan jest obrazem zapomnienia o Boskości – prawdziwej jaźni – i pamiętania jedynie o światowych sprawach zmysłowej jaźni. Lekarstwem na to jest odwrócenie: pamiętanie o prawdziwej Jaźni, Boskim wnętrzu, oraz zapomnienie o wszystkim innym.
W Sufizmie, podstawową techniką dla tej inwokacji jest ‘pamięć’ (zekr) o Boskim Imieniu, które jest w mistyczny sposób identyczne z Boską Istotą. Poprzez dyscyplinę, fragmenty naszych bezrozumnych umysłów są łączone, nasz zewnętrzny impuls obraca się w wewnętrzny i zostaje skoncentrowany. To jest akt kochanka, który nie myśli o niczym, tylko o swojej ukochanej.
tłum. Conradino Beb
wtorek, 17 listopada 2009
"Moje doswiadczenie" by Roman
"Moje doswiadczenie"
Na poczátku lat osiemdziesiátych przezylem bardzo trudny okres w moim zyciu. Rodzina, malzenstwo, ojcostwo, przyjazn, praca, spoleczenstwo
byly dla mnie wtedy prawie wylacznie zródlem rozczarowan i bólu. Najbardziej rozczarowany bylem samym sobá. Niejasno zdawalem sobie sprawe, ze przyczyna mojego niezadowolenia tkwi gdzies we mnie. Po mimo tej swiadomosci podejmowalem decyzje, których zródlo na róznych poziomach wydawalo sie rózne. To co myslalem, mówilem, robilem bardzo zadko bylo spójne i konsekwentne. Jedyná pocieszajácá okolicznosciá bylo to, ze zdawalem sobie z tego sprawe, wiéc gdzies wewnátrz mialem przekonanie, ze mogé to kiedys zmienic. Byl to stan tak nieznosny, ze w moim umysle zaczély sié natarczywie pojawiac pytania o sens zycia-istnienia. Na przestrzeni okolo dwóch-trzech lat wykrystalizowalo sié z nich jedno pytanie, które mój umysl stale zadawal: "o co tu chodzi?". Pytanie to towarzyszylo mi przez calá dobé, niezlaznie od wykonywanych czynnosci, w dzien czy w nocy. Brzmialo ono w moim umysle, jakby w tle pozostalych, biezácych mysli. Trwalo to okolo dwóch lat. W tym czasie mój umysl wyczerpal wszystkie mozliwe odpowiedzi i wytlumaczenia-wyjasnienia tej sytuacji. W oparciu o posiadaná wiedze i doswiadczenie doszedl do momentu, w którym jakby sie poddal-zawiesil i musial przyznac, ze nie wie i nic nie wskazuje na to iz moze sié dowiedziec. W konsekwencji pewnej nocy roku 1985 jakas czésc mojego umyslu postanowila przeprowadzic cos w rodzaju ciágu myslowego. Postanowila wyjsc z zalozenia iz pomimo braku logiki i konsekwencji w moim doswiadczeniu rzeczywistosci "wszystko jest w porzádku". Jestem jaki jestem poniewaz jestem czlowiekiem. Czlowiek powstal z maply w wyniku ewolucji, malpa z ssaków, ssaki z gadów, gady z plazów, plazy z...z komórki, komórka z ziemi, ziemia z wszechswiata, wszechswiat z wielkiego wybuchu, wielki wybuch z Boga, Bóg z... w tym momencie mój umsyl byl tak rozpédzony, ze jego ciág myslowy nie zatrzymal sie na wczesniej przyjmowanym poczádku wszystkiego, czyli Bogu, takim jakim go do tej pory rozumialem. Rozpédzony po prostu przeskoczyl tamtego Boga jako kolejny element ciágu. W tym momencie nastápila
calkowita utrata swiadomosci ciala. Nastapilo równoczesnie cos co móglbym nazwac przejsciem na druga strone, przejsciem do innej rzeczywistosci. Wyniekiem tego byla eksplozja swiadomosci, której w pierwszej fazie doswiadczylem jako odpowiedzi na wszystkie mozliwe pytania- stan wszechwiedzy. Nastepnie zniknál czas i przestrzen, a w konsekwencji tego doswiadczylem bycia wszédzie i wszystkim bezczasowo-nieskonczenie. Mój umysl gnal rozpédzony w ciagu do czegos; podázal do niewyobrazalnej jasnosci, w tym momencie uswiadamianej jako przerazajáco piekna i pociágajáca. Wchodzil w nia ze swiadomosciá calkowitej utraty-odpadania-znikania jakichkolwiek okreslen siebie. Doswiadczal tego, jako smierci-unicestwienia wszystkiego czym bylem, absolutnego konca mnie. To nie byl jednak koniec. Teraz bylem swiatlem w swietle i jedyne co moglem sobie uswiadomic to, to ze nie zostalem unicestwiony i ze jestem. Zadne okreslenia: czym, gdzie, jak, kiedy nie mialy zadnego znaczenia. Nadal bédác w ciagu stawalem sie swiatlem coraz bardziej i bardziej ze swiadomoscia, ze doswiadczenie to nie ma konca. Mialem równoczesnie swiadomosc chéci powrotu z calkowitá pewnosciá, ze bycie tym swiatlem nie moze byc przeze mnie nigdy utracone. Postanowilem wrócic. Wrócilem do ciala bez leku przed smierciá, zyciem, Bogiem z pewnoscia, ze to swiatlo na zawsze jest moim bez wzglédu na moja dalsza drogé.
RIP
niedziela, 25 października 2009
Dwie smierci.

Fragment z zapisu dzisiejszych snów:
1. Grupa zloczynców napada na rodzinny bydynek mieszkalny. Mnie dziwnym trafem udaje sié skryc w sásiedim budynku. Przerazony chowam sié tam do czasu rozwiázania sytuacji. Po kilku dniach brygada ratunkowa obezwladnia zbujów i uwalnia zakladników. Podczas wymykania sié z mojej kryjówki zostajé posádzony o bycie jednym z napastników i zastrzelony.
2. Trwa wojna a ja znajdujé sie w obozie jenieckim. Miédzy mna a jednym ze strazników przypominajácego SSmana wywiázuje sie przyjacielskie porozumienie. W krótkim czasie mam jednak zosatc stracony osobiscie przez mojego nowego znajomego. Caly czas mam silne wrazenie, ze ssman to inny ja. Po chwili udajey sié na miejsce gdzie dostal rozkaz mnie powiesic. Robi to niechétnie ale jest lojalnym zolnierzem. Rozumiejác, ze nie ma w tym nic osobistego starams sié zaakceptowac to co sié zaraz wydarzy jednak w miare zblizania sié do miejsca stracenia widze wiszáce ciala i dociera do mnie,ze sa to moje ostatnie minuty. Panika zastépuje ciche przyzwolenie i mówie mu o tym co czuje. widze w jego oczach smutek ale i zdecydowanie, odpowiada: Obiecujé, ze nie bedzie bolec...
Dochodzimy do dziwnej fortyfikacji, mój kat przekazuje swojemu oficerowi jakies papiery wskazujác na mnie po czym odbija w jakies boczne wyjscie. Przechodzác przez nie szybkim gestem wskazuje mi abym uciekal! Przebiegam przez brame fortyfikacji do wewnatrz(!) i barykadujé sié w pierwszym lepszym pomieszczeniu. Z zewnátrz slysze halas karabinów maszynowych i dobijanie sie do srodka. Zolnierze szturmujá wejscie a ja czekam na rychly koniec.
rycina by W.Blake http://boskakomedia.korona-pl.com/index.html
wtorek, 18 sierpnia 2009
Mocne doswiadczenie podczas swiadomego snu.
sobota, 4 lipca 2009
czwartek, 2 lipca 2009
Deser

Snienie na deser czyli obe technika dla "weekendowych wojowników".
Jesli dotychczasowe próby obe, doprowadzily sié do nerwicy i wypalenia motywacji a samodyscyplina nie jest twoja dyscypliná sportowá to moze zainteresuje cié mój sposób na ld pt "deser"
Skaldniki:
-syty ale nie zbyt obfity posilek
-wygodna sofa
-dobrze przewietrzony pokój
-kilogram prywatnosci
-szemrzácy televizor
-garsc lenistwa
-dwie szczypty dobrego humoru
Od dawna nie stosuje zadnych hardcorowych technik obe, wypracowalem sobie za to spoób "na lenia", który w przeklétych grupach zielonej magii krázy pod tajemná nazwá " s i e s t a".
Jako iz pracuje przewaznie wieczorami czésto popoludniami po obiadku i kieliszku wina( ewentualnie ginesik) wyciágam sié bezczelnie na sofie i oddaje cudnej praktyce nie robienia.
Czasami wláczam telewizornie i ustawiam na ulubionym kanale, w którym non stop widac przestrzen kosmiczná, a Srelajdianie nadajá swój boski szum (chodzi o to aby cos cicho szumialo w tle). Tv lub przyjemny halas dochodzácy zza otwartych drzwi balkonowych sprawia, ze dryfujé sobie na plytkich fazach...pozwalam sobie odplynác od znanego ládu racjonalnosci jednak dzwiéki ulicy czy tv pomagaja utrzymac swiadomosc. Oczywiscie zdarza sié odplynác glébiej, sznurek od latawca rozluniznia sié bez pytania ale zaden wykwalifikowany len nie zrobi sobie z tego wyrzutów sumienia.
W krótkim czasie zaczná sié (mniej lub bardziej lagodnie) mieszac obszary przebywania. Nie zdziw sié jesli jakis Srelajdian wyskoczy z telepudla aby cie przywitac w krainie czarów albo sofa zamieni sie w tratwé dobijajácá do brzegów wyspy skarbów...
Kilka takich deserów sprawi, ze twoje zycie bédzie o niebo slodsze a nowy miésien piwny powodem do dumy!! Ave!
P.S.
Jesli jestes super leniem i wlasnie straciles robote oraz caly materialny dobytek polecam wypróbowac tá technike w parku na lawcé...dworce odpadajá ze wzgledu na nieswieckie opary tanich win, których konsumenci trzymajá sié aby uniknác Centrum Przyjéc:(
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Wujek Amithaba
mialem znowu wczoraj kociol w glowie
mysleniowka o sensie tego wszytkiego...
narastajác poczucie, ze znowu nic nie rozumiem
a za tym fala mentnych emocji
poczucie winy ze powinienm cos zrobic ze swoim zyciem
i tak se pomyslalem a huja...nic nie bede robil!
poprostu pozwolilam sobie byc i tyle
po chwili przylecialo cos do mnie
taki swietlisty byt
i wpuscil mi fajna faze...
zaczálem sie dostrajac i poczulem jak rzeka zycia wyplywa ze mnie i uzdrawiam rékoma...
jestem jakims wedrownym mnichem i tylko zajmuje sié dawaniem
spytalem mojego goscia kim jest i padla odpowiedz -
Amitaba, jeden z bodisatowów
wyciszylem sie i pustka zajela miejsce chaosu mysli...
teraz znowu wszedlem na kurs hahaha
Ostatnio pomocnicy czésto wpadaja poprzebierani- najzabawniejsza forma-David Gilmour...przychodza i daja znac jak bardzo mnie kochaja. Dziekuje! Ten caly mnich, który mnie odwiedzil wczoraj to jakas nowa wibrajcja z zamierzchlych czasów...po tym spotkaniu poczulem sié wyzszy z kula swiatla nad glowá i tunelem w góre. Ta pustka i czystosc umyslu nie skarzona myslá to poezja sama w sobie... znowu na promieniu swiatla z cieplym glosem - welcome home!
środa, 4 marca 2009
"HUNA i ROA - Magia, Religia, Wierzenia i Uzdrawianie Ludów Oceanii"

Surfujác po sieci natknálem sié na ciekawy artykul o wierzeniach i technikach uzdrawiania z odleglej Polinezji. Zaczyna sié od aspektów religijnych a konczy na masazach z Hawaii (lomi lomi nui) oraz Nowej Zelandii (ma-uri):
http://www.eioba.pl/a77490/huna_i_roa_magia_religia_wierzenia_i_uzdrawianie_ludow_oceanii
wtorek, 17 lutego 2009
O niecodziennej codziennosci i swietlistych mnichach...

Ostatnio jestem zagoniony i malo tu popisuje...sporo sié dzieje, glównie na polu zawodowym ale równiez i prywatnym. Ciágle bywam w tyralni, w której praktykuje moje "burrito zen"...w miédzy czasie coraz lepiej rozkreca sié szamanski biznes. Chétnych na masazyk lomi lomi nie brakuje w dodatku wielu wraca na wiecej co bardzo cieszy. I tak ma dwie prace- jedna, w której jestem anonimowym numerkiem w systemie i serwuje przednie californijskie przysmaki za minimum krajowe (za to w bardzo sympatycznym towarzystwie). Druga praca to dwugodzinny holiday na stole do masazu, na którym wyzywam sie twórczo nad zestresowanymi "numerkami w systemie". Jest pieknie bo wielka to radosc zobaczyc blysk w oku i wewnétrzná integracje w czlowieku, który przyszedl w stanie zrobocenia...do tego fajna kaska, na którá w "tyralni" musialbym skakac 9 godzin. O tym, ze lomi lomi nui nie jest zwyklym masowaniem ludzkiego miésa rozpiszé sié kiedy indziej-jesli wogóle uda mi sié przyblizyc w slowach to magiczne doswiadczenie...
Poza pracá wiele sié dzieje w relacjach z ludzmi- zwlaszcza w nowo poznanymi. Na przestrzeni ostatnich miesiécy poznaje mnóstwo cudownych ludziów w bardzo róznych okolicznosciach. Od zawsze jakos tak jest, ze latwo nawiázuje nowe znajomosci ale te aktualne sá bardzo bardzo inne. Trafiam na istoty nietuzinkowe bédáce dla mnie zarazem wyzwaniem i inspiracjá. Troche sié podzialo w na obszarach wewnétrznych wiec makrokosmos odpowiada...jak zawsze w nieprzewidywalny sposób...
Obejmuje to oczywiscie nocne zycie w obszarach niefizycznych. Przepiekne odwiedziny przyjaciól i nauczycieli(ostatnio Darek S. i David H.). Dzisiaj rano obudzilem sié emocjonalnie i mentalnie zméczony( nietrafne okreslenie...raczej przeladowany) i tak po obudzeniu sie jedynym sposobem na te wewnetrzne wiry bylo zanurzenie sié w pustce "tu i teraz" w takim pustym stanie ducha odplynálem w zaswiaty. Po jakiejs chwili ocknálem sie w domu rodzinnym mojej mamy tzn u babci na wsi...w domu panowala dziwna wrzawa, ludzkie atrapy jak lunatycy w chaosie krécili sie w kólko szukajác czegos...Kiedy odzyzskalem swiadmosc podszedlem do okna i zobaczylem z niego, w na láce po przeciwnej stronie drogi siedziala grupka mlodyc mnichów buddyjskich w swoich szatach w kolorze ohry-ale co to byl za kolor! Tak cieply i czysty-tak soczysty jak nic dotád...w momencie znalazlem sie miedzy tymi mlodymi mnichami i czulem taki spokój i milosc jak w Domu- to nie byly atrapy, ich oczy swiecily blaskiem zycia i samoswiadomosci...takie pelne wspolczucia ale i radosci. Pierwszemu, któremu spojrzalem w oczy aby sprawdzic z czym mam do czynienia odpowiedzial mi cieplym, swietlistym spojrzeniem które rozpalilo jeszcze wiekszy ogien w sercu...i tak siedzialem sobie miedzy nimi pod drzewami na tej niebianskiej láce w lagodnej ciszy dopóki nie przefazowal mnie do "reala" dzwonek telefonu od klienta na lomi lomi...
Caly dzisiejszy dzien pomimo róznych zawirowan i obowiázków (obiad, masaz, tortilla, porzádki) nie opuszcza mnie ten spokój, nawet dzisiejszy klient stwierdzil, ze normalnie nie wierzy w czary mary to czuje odemnie "jakás energie" i z chéciá wróci w czwartek na "magiczny masaz" hehe. A mówil MTJ, ze bédá wpadac ludzie, którzy tylko czekajá na taká faze...
